NIE  TYLKO PHRA NANG

   


Autor :Jarosław Woćko i Sylwia Bukowicka


Rejon :  TAJLANDIA - półwysep Phra-Nang, wyspy Phi Phi, Chiang Mai i okolice

Data wyjazdu:  09-01-2004

Data powrotu:  08-02-2004

Skład wyprawy: Sylwia Bukowicka; Jarek Woćko; Rafał Plust; Arek Mroczkowski; Wojtek Szulc.


 (Sylwia)........         

                      Mam dziwne skłonności do popadania w różne stany. Od zachwytu i euforii na depresji najczęściej kończąc. Tajlandia jest przepiękna, idealna. To co wcześniej mi nie odpowiadało (wysokie temp., plaże i ciało ociekające potem) tam było czymś naturalnym - normalnym. 
Po powrocie nie mogłam się rozgrzać i cały czas było mi zimno. Może 4 tygodnie w jednym miejscu (Tonsai na Phra Nang) sprawiły, że atmosfera tam panująca udzieliła się również mi. Pokochałam tych ludzi. Na czas mego pobytu to miejsce, ta plaża stało się moim drugim domem. Bardzo tęsknię za tym rajem. Zbzikowałam prawie tak samo jak bohater filmu "niebiańska plaża", kręconego na małej Phi Phi. Byłam tam, widziałam białe plaże, nurkowałam wśród ławicy kolorowych ryb, zbierałam muszelki i wyrzucone przez morze koralowce. Jadłam rekina i pływałam po morzu kajakiem. Zrobiłam ponad 60 dróg wspinaczkowych i cztery filmy slajdów. Mieszkałam w dżungli, 200m od morza, otoczona zewsząd palmami i dzikimi zwierzętami. Karmiłam małpy, płoszyłam łasice, które przychodziły do mojego szałasu w poszukiwaniu jedzenia. Wycieczka łodzią do miasteczka po zakupy była dla mnie karą. Nie chciałam opuszczać tego miejsca nawet na chwilę. Przy odpływie podziwiałam kraby kierujące się w stronę wody i jaskinie, które przy przypływie były niedostępne. Każdego wieczora siadałam na plaży w pubie, gdzie z kolumn rozbrzmiewała muzyka Boba Marleya, a w powietrzu unosił się zapach palonej trawki. 
Nade mną falujące na wietrze palmy i gdzieś z oddali dobiegający odgłos spadających kokosów. A jeszcze wyżej On. Orion. 
Chcę tam wrócić. ...może za rok (?).Muszę.
Zapraszam do Tajlandii. Może wówczas zrozumiecie. 
...a może znalazłam swoją ziemię obiecaną?


Ekipa (bez Arka)


Kraj ten urzekł mnie tak bardzo, że po powrocie stamtąd rok temu obiecałam sobie, że muszę tu kiedyś wrócić. ....no i wróciłam. 
Nie przypuszczałam, że moje marzenie spełni się tak szybko i że do mojego raju zawitam w tym roku. 
Co ty dużo gadać. Podtrzymuje powyższe słowa. 
Tajlandia jest idealna-dla mnie. Nie mam na myśli dużych miast, bo ich nie cierpię, ale daleko na płd. znam kilka magicznych miejsc. Nie lubię wysokich temp., ale aklimatyzacja robi swoje i po paru dniach upał przestaje przeszkadzać. Folklor na maksa. Śpi się w słomianych chatach w samym środku dżungli, małpy codziennie demolują chaty w poszukiwaniu jedzenia, a w morzu pływają rekiny. 
Jestem taka szczęśliwa! Spełniły się moje dwa marzenia: byłam na plaży na której był kręcony film "Niebiańska plaża" i ........pływałam z rekinami. Tego uczucia nie da się opisać. Ogromny podziw, wielki szacunek, strach kiedy pojawiał się w zasięgu ręki i niczym błyskawica znikał gdzieś, by za chwilę znowu się pojawić.

Shark na wyciągnięcie ręki.


Co ciekawe na nurkowanie wyruszyliśmy razem z agencją, która gwarantowała zobaczenie tych pięknych ssaków. Byłam zatem spokojna, czułam się bezpiecznie bo pływaliśmy pod okiem fachowca. Podwodny świat zrobił jednak na mnie tak duże wrażenie, że po powrocie na naszą plażę poszłam jeszcze na godzinę do wody. No i w pewnym momencie spanikowałam. Pływałam sobie sama, dosyć daleko od lądu, wokół nikogo, a tuż obok mnie przepiękny, ogromny, rekin. Nastrachałam się za wszystkie czasy i zamiast zachować spokój, czym prędzej zaczęłam podążać w stronę plaży. Całe piękno rafy dookoła już nie istniało, panika przyćmiła wszystkie cuda wokół. 
Co się zmieniło?? Od kiedy w telewizji zobaczyłam jak traktują te stworzenia kłusownicy gdzieś na wybrzeżach Pacyfiku, z całym szacunkiem, nigdy więcej nie zjem rekina.


Zjazdy na Phi Phi Don

(Jarek) ........

                    Kolejna zima i kolejny raz w Tajlandii. Tym razem w piątkę postanowiliśmy spędzić miesiąc we  wspinaczkowym "raju". Ale nie byliśmy tam jedynymi Polakami.

Shamick przy pracy.

Postacią nr 1 na plaży Ton Sai jest znany przez wszystkich bywalców Shamick, dla nas po prostu Przemek. Ekspert od  ubezpieczania dróg, oraz doskonały znawca kobiet. W Phra Nang pojawił się 8 lat temu kiedy wspinacze zapuszczali się tam sporadycznie a na dziś obleganych plażach dominowały stada  dzikich małp. Dzięki jego wytrwałej  pracy możemy się dziś bezpiecznie wspinać  na większości dróg półwyspu Phra nang  a także na wyspach Phi Phi.

Na wyspach Phi Phi spędziliśmy 5 dni z tego 4 w wodzie i tylko jeden na wspinaniu. W końcu byliśmy tam dla restu a nie dla wspinania. Mieszkaliśmy na Long Beach. Tylko 100 metrów dzieliło nas od przepięknej rafy koralowej zamieszkałej nie tylko przez małe kolorowe rybki ale i także rekiny. Na nasze szczęście nie grożne. Wynajętą łodzią pływaliśmy po oklicznych plażach. Zwiedziliśmy też Phi Phi Ley z jej "niebiańską plażą" - Maya Bay - więcej fotek w galerii.

Po trzech tygodniach pobytu w okolicy Krabi. Przenieśliśmy się 1700 km. na północ. Do Chan Mai. Tam już było chłodniej. Nocą temperatury spadały poniżej 20 stopni. Jak na razie jedynym rejonem wspinaczkowym w okolicy jest "Crazy Horse buttress" położony ok. 38 km. na wschód od miasta. Najwygodniej dostać się tam można korzystając z agencji wspinaczkowej prowadzonej przez sympatycznego Josha. Prawie wszystkie drogi w Crazy Horse są autorstwa Josha lub przez niego ubezpieczone. Zresztą cały rejon jest pod opieką jego agencji i powstał parę lat temu. Jedyny przewodnik wspinaczkowy jest do nabycia właśnie u niego w sklepie. Jedną z atrakci rejonu jest ściana "aircon" z naturalną klimatyzacją. Otwory systemu jaskiń usytuowane u jej podstawy skutecznie schładzają mimo, że parę metrów dalej jest już gorąco. W Crazy Horse byliśmy pierwszymi wspinającymi się Polakami . Przeszliśmy ok. 15 dróg . Niestety  rejon ten nie zrobił na nas większego wrażenia. Jedyne drogi godne polecenia są poprowadzone wewnątrz jaskini Crisiscave której otwory znajdują się w ścianie airconwall i na końcu ścieżki. - patrz mapka. Dodatkowym utrapieniem są gniazda  kąsających much zakończone długimi rurkami poprzylepiane do ścian. Dodatkową atrakcją są plastry dzikich pszczół zwisające nad głowami.

Na ścianie aircon w okolicy Chang Mai      Miejsce restowe pod Aircon w okolicach Chang Mai

Niezapomnianych wrażeń może też dostarczyć samodzielny dojazd w skały wynajętym skuterem - ruch lewostronny. Koszt niewielki ok. 15 zł/ dzień .Na wszelki wypadek proponujemy wykupić ubezpieczenie - 3 zł. Warto też zwiedzić okolicę Chang Mai z jedną z licznych agencji turystycznych.

    

Arek na drodze "Huminality" 6b+ ( trzeci wyciąg)

 

"Iskierka" w akcji

 

Na wyspach Phi Phi

 

Co by tu zwędzić???

na ścianie Cat wall.

Mały żywczyk ?

 

Ao Nang tower

 

No hands na drodze "King Cat" 6c

 

Nasz przyjaciel Tadek.

 

Zjazd do jaskini Crisis w okolicach Chang Mai

 

Na dnie jaskini Crisis


Powrót do strony głównej